Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji uług
zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

[x] Zamknij

Porady dla grzybniętych

MM (MM), 2015-07-14

Ile razy spotkam w lesie Naczelną miejscową zbieraczkę kurek, która ma ich zawsze sporo, słyszę: „Pani, ja tak tylko dla zdrowia wyszłam do lasu, a te kurki to same mi pod nogi wchodzą”.

Kto chce nazbierać sobie kurek do zjedzenia, ma problem, bo po kimś takim, jak Naczelna, już się po lesie za grzybami nie chodzi. Rzecz w tym, że ona w lesie jest prawie cały czas, ale można zaraz po opadach szybciutko wyjść z domu i ją uprzedzić. Tak też pewnego razu zrobiłam – wskoczyłam do lasu późnym popołudniem, krótko po deszczu.

Przez godzinę nikogo nie spotkałam. Nazbierałam, jak się później okazało, ponad 1,5 kilograma tych żółciutkich skarbów. Gdy już kierowałam się w stronę domu, na horyzoncie pojawiła się Naczelna. W plastikowej torebce miała garstkę kurek – widać było, że dopiero co wystartowała na łowy. No - pomyślałam - teraz to sobie możesz po mnie chodzić. Zajrzała mi do koszyka, ale – zanim zdążyła się odezwać – rzekłam, od niechcenia: „A, tak sobie wyszłam na spacer dla zdrowia, a tu patrzę – wszędzie żółto, więc to pozbierałam, żeby się nie zmarnowało. Ale może pani pójść w tę stronę, bo tam nie chodziłam, więc na pewno coś pani jeszcze znajdzie”. Naczelna przełknęła ślinę i odparła: „Nie, nie – ja tylko tak wyszłam się przejść dla zdrowia”. Wieczorem, gdy wybyłam z domu z psem, spotkałam na drodze sąsiada, który zna wszystkich miejscowych grzybiarzy. Zapytałam: „Nie wie pan, czy są grzyby?” A on: „Nie, nie ma. Przed chwilą Naczelna wracała z lasu i miała nie więcej, jak dwie, trzy garści kurek”.

No, i zaczęło się. Po następnym deszczu, Naczelna poszła w las dużo prędzej, by mnie uprzedzić. Później, w rewanżu, ja wyszłam, jak tylko spadła z nieba ostatnia kropla. Wtedy, ona – gdy jeszcze padało, a w końcu ja – zanim jeszcze zaczęło padać. W ostatecznym rozrachunku, Naczelna była w lesie już chyba wieczorem, by o świcie ruszyć do ataku, bo widziałam ją przez okno o 6-ej rano na skraju „mojego” lasu …

"Nie, no tak bawić się nie będziemy" – pomyślałam i postanowiłam przygotować strategię działania. Przy następnym wieczornym spacerze po lesie, zostawiłam w ziemi, co jakiś czas, pojedyncze duże widoczne kurki, a przy nich – karteczki z różnymi informacjami: „Uwaga, tutaj dzisiaj urzędował mój pies, dlatego ta kurka przeżyła”, „W promieniu 100 metrów nie ma już żadnych kurek - tylko ta jedna została”, „10 kroków na południe - tam jest w krzakach informacja, gdzie dzisiaj rosną kurki, ale – jeśli po nią pójdziesz, marny Twój los”, oraz „Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi”.

Na drugi dzień, około południa, poszłam sprawdzić, po kolei, efekty swojej strategii. Informacja, że mój pies obsiusiał teren, okazała się trafiona, bo kurka została w ziemi. Karteczka leżała obok zgnieciona, tak więc - Naczelna ją przeczytała.

Poszłam dalej. Informacja o tym, że w promieniu 100 metrów nie ma już żadnych grzybów też była skuteczna, bo znalazłam na tym obszarze sporo kurek, czyli – Naczelna uwierzyła i obeszła ten teren szerokim łukiem.

Powiem Wam więcej, Naczelna również uwierzyła, że pod wskazanym miejscem znajduje się informacja o tym, gdzie tego dnia rosną kurki, bo trawa w tym miejscu była mocno zdeptana. Najpewniej, intensywnie szukała tej informacji. Jakkolwiek, wykazała się odwagą i nie ulękła się groźby, że to niebezpieczne.

Przy karteczce z napisem „Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi”, kurki nie było, a kartka była podarta, co oznacza, że Naczelna w końcu się wkurzyła. Dobra moja – pomyślałam.

Byłam usatysfakcjonowana. Nie chciało mi się więcej bawić w te karteczki i postanowiłam, że nie będę już dręczyć Naczelnej. Trudno – pomyślałam – las jest dla wszystkich, kto pierwszy – ten lepszy. Ale, okazało się, że Naczelna przyszła po rozum do głowy i postanowiła się zrewanżować, bo kilka dni później, to ja zaczęłam znajdować duże pojedyncze kurki, a przy nich – karteczki z informacjami. Gdy znalazłam pierwszą, zrobiło mi się Naczelnej żal. Przeczytałam: „Jeśli myślisz, że zrobiłeś mnie w konia, to jesteś w błędzie”. Użyła rodzaju męskiego, a więc nie zorientowała się, że to ja się z nią zabawiłam. Przy drugiej karteczce, moja litość dla Naczelnej nieco osłabła: „Zostawiam ci tę kurkę, bo nie umiesz dobrze szukać grzybów – masz chociaż to ode mnie”. Trzecia karteczka pozbawiła mnie serca dla Naczelnej, bo informowała w ten sposób: „I tak wszystko wyzbieram – nie przychodź więcej do tego lasu”.

Hmm – pomyślałam – poczucia humoru to ta Naczelna nie ma i do tego jest egoistką. Postanowiłam, że wieczorem zostawię jej kartkę z informacją, która ją wystraszy i to ona więcej już do tego lasu nie przyjdzie. Napisałam tak: „Uwaga, w tym lesie, od kilku dni, krąży gwałciciel”. No, teraz to wszystkie kurki będą moje – dopomyślałam. I co? Przez następny tydzień nie znalazłam niczego. Później, gdy się skarżyłam sąsiadowi, że nie ma w tym lesie kurek, dowiedziałam się, że Naczelna wchodzi do niego po 3-4 razy dziennie, za każdym razem na 2-3 godziny, że - w zasadzie - teraz to już wcale z niego nie wychodzi …

Koniec końców, uznałam, że – w takim razie - wygrałam całą bitwę, bo narobiłam Naczelnej apetytu, a ta musiała obejść się smakiem. Zmieniłam rewir. Dzięki temu, odkryłam wiele nowych miejsc, których nie zna Naczelna. Codziennie znajduję trochę kurek, które zabezpieczam sobie na zimę. Podaję Wam swój przepis na „kurki zimą – jak świeże”.

Na suchą, dobrze rozgrzaną patelnię, wrzucam umyte, niepokrojone, kurki – dużo, z czubkiem. Nie dodaję niczego – ani soli, ani tłuszczu. Gdy pod spodem puszczą pierwszy sok, trzeba zamieszać, żeby się nie przypaliły. Później już idzie szybciutko. Gdy cała woda odparuje, na patelni pozostaje mała objętość kurek. Zrzucam całość na rozwiniętą na stole folię spożywczą, zawijam szczelnie i delikatnie ugniatam cienki, wąski i długi prostokąt. To zamrażam. Zimą odłamuję, np. do jajecznicy, tylko tyle, ile akurat potrzebuję. To bardzo szybki i smaczny sposób. Polecam.

 

PS: Zostawię jeszcze Naczelnej w lesie taką informację: „Gwałciciel przeniósł się do południowej części lasu. Grasuje tuż przy jeziorze”. Może zostawi nam „nasz” las chociaż na parę dni … :-D

« wróć | wersja do wydruku | odsłon: 1753