Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji uług
zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

[x] Zamknij

Leciał pies przez wieś i ogonem machał

2015-02-09

Kubuś zjawił się u nas w pierwszej połowie grudnia – jakoś tak, tydzień/dwa przed Świętami. U nas, to znaczy – w naszej wsi. Kręcił się blisko szosy i widać było, że nie jest to wiejski pies wpuszczony do wielkomiejskiego ruchu. 

Obyty z ruchem kołowym, sprytnie przecinał drogę krajową nr 20 - w tę i nazad. Mieliśmy dusze na ramionach, gdy na to patrzyliśmy, ale Kubuś – nie. Śmiały, sprytny i … zuchwały. Mały cwaniak - przystosowany do naszej obecnej rzeczywistości. Szybko się zorientował, które michy (psie i kocie) przed domami bywają „niedojedzone” i które płoty są niedoskonałe. Błyskawicznie dokonał też rozpoznania w budach. Urozmaicał sobie życie – raz nocował w ocieplonej budzie ze słomą, raz w budzie z upatrzoną „dziewczyną”, a innym razem – pod stosami kartonów lub w trocinach pod altaną. Polubiliśmy go. Gdy wychodziliśmy na spacer z naszymi „potworami”, Kubuś wyrastał spod ziemi, by nam towarzyszyć. Początkowo, ujawniał cechy bardzo niezależnego indywidualisty, zachowującego 5-cio metrowy dystans. Mowy nie było o tym, by dał się pogłaskać, a nawet – dotknąć, ale ogonem merdał tak, jakby był psem szczęśliwym. Nie rządził się we wsi za bardzo, więc przed płotami zaczęły pojawiać się pełne miski – dla kombinatora Kubusia. Trasy spacerów zmieniliśmy tak, by było daleko do szosy, bo Kubuś za nami wszędzie chodził. Nie wiem, skąd się wzięło imię Kubuś. Ktoś, gdzieś, kiedyś powiedział, że podobno taką ma ksywkę, więc tak zostało. Wg mnie, lepiej do niego pasowały imiona „Hero”, bo przezwyciężał spore mrozy w obcym terenie lub Pirat, bo – będąc pieskiem białym – wokół prawego oka miał czarną łatę.

 

Tuż po Świętach, postanowiłyśmy z koleżanką dać ogłoszenie na portalu www.chwaszczyno.com (patrz: http://www.chwaszczyno.com/news,9344,1.html). Mijały dni, tygodnie – nic. Tymczasem, Kubuś zaczął „obrastać w piórka”. Po spacerach, wpadał na krótko do naszych chat w odwiedziny – by się ogrzać. Długo nie zabawiał, bo przecież tyle spraw było do załatwienia. A to sprawdzić, czy jakiś kot za dużo sobie nie pozwala we wsi, a to upewnić się, że żadna dziura w płocie nie została naprawiona, czy też skontrolować wierność swoich „dziewczyn” – łapy pełne roboty. W połowie stycznia, był już „nasz” – dawał się głaskać. Najbardziej odpowiadało mu drapanie po karku, tuż przy ogonie. Zwykła sucha karma już przestała mu odpowiadać – najważniejsze, to było dostać się do środka domu, bo tam, rozpuszczone w cieplarnianych warunkach czworonogi pozostawiały w michach „smakołyki”. Tak więc, pod koniec spacerów, zanim otworzyły się przed nami furtki i bramy, Kubuś – wykorzystując swoje tajne przejścia – stał już w blokach startowych bezpośrednio pod drzwiami wejściowymi. Wiedział też, do czego służą klamki.

 

Wizyty Kubusia w naszych domach robiły się nieco dłuższe, ale on wcale nie pragnął przynależeć do kogokolwiek z nas. Gdy się otwierało drzwi, wymykał się na zewnątrz między naszymi nogami – niech żyje wolność i swoboda! W końcu, Kubuś zaczął obszczekiwać co poniektórych. Tak, na oko, miał z 5 posesji, na które jakoś dostawał się, by zza płotu informować niechcianych delikwentów o tym, co o nich myśli. Listonosz – wiadomo, dziewczyny z kijkami – oczywiście, obcy samochód – obowiązkowo, a już na pewno ten, kto go kiedyś przepędził. Kubuś – terrorysta. Względy, którymi się u nas cieszył, pozwalały mu nawet „sprowadzać do parteru” nasze i inne miejscowe psy. Kubuś zdawał się mówić „ja tu rządzę”! Odprowadzał nas na przystanek i tam z nami „gadał” – mówił „ty jedź, ja na ciebie poczekam, polatam tu sobie i się pokażę, jak wrócisz”.

 

31 stycznia, gdy odśnieżałam wjazd do garażu, zauważyłam, że Kubuś położył się blisko na drodze, na śniegu i zaczął drzemać. Tylne łapki drżały mu z zimna. Pomyślałam, że ta zimowa wolność zaczyna mu już doskwierać i w końcu nie wyjdzie mu na dobre, że chyba trzeba podjąć decyzję – zadzwonić do urzędu, by go zabrali do schroniska, bo się piesek wykończy tą niezależnością. Ale, koleżanka zaproponowała inne rozwiązanie. Jeden z sąsiadów ma kurnik (jedzenia pod dostatkiem) i kojce dla psów, do których przygarnia czasami bezdomne zwierzaki. Psy lubi – nawet ma figurkę psiaka przy wjeździe na swój teren. 1 lutego, zadzwoniłyśmy do niego. Niestety, telefonu nie odebrał – przysłał SMS-a, że jest za granicą i że oddzwoni, jak wróci. Wydany na Kubusia „wyrok” uzyskał status zawieszenia. Na drugi dzień, przemarznięty Kubuś, dłużej, niż zwykle, zaczepił się u mnie na wygrzewanie, ale z moim psem za bardzo się nie lubił, więc całkiem poważnie zaczęłyśmy myśleć o telefonie do urzędu, a tu, nagle … kasacja nadzwyczajna!!! Na przystanku, zawisło ogłoszenie ze zdjęciem Kubusia i telefonem jego właściciela.

 

Wczesnym popołudniem, była już tylko radość. Kubuś (a raczej Chips) miał wrócić do swoich właścicieli wieczorem. Okazało się, że - w czasie spaceru na Dąbrowie (w Gdyni) - wyplątał się sprytnie z szelek i zrobił sobie „wypad” do … Miszewka (12 km – bagatela). Cwana bestia, ale - nie do końca doskonała. Bez GPS-u, nie umiał wrócić z „giganta” do domu. Był poszukiwany – a jakże, ale właściciel nie pomyślał, że bystrzacha dotrze aż do Miszewka. Na szczęście, portal www.chwaszczyno.com jest często odwiedzany przez wiernych czytelników i, dzięki temu, po nitce do kłębka, właściciel umieścił swoje ogłoszenie na właściwym przystanku i we właściwym czasie. Odnalazł pieska w kilka godzin po tym, gdy dowiedział się o starym ogłoszeniu na www.chwaszczyno.com.

 

Kubuś (Chips) był pieskiem po innych, ciężkich przejściach. Znaleziono go przywiązanego do drzewa, wychudzonego. Tak więc, u nas zaliczył drugą „przygodę” życia. Ale, miał zostać odebrany dopiero wieczorem. Postanowiłam, że – w tej sytuacji – nie mogę mu już pozwolić na włóczęgę, bo znowu zrobi jakiś „wypad” i radość zamieni się dla wszystkich w smutek. Założyłam mu szelki swojego „potwora”, przypięłam długą smycz i zrobiłam z nim obchód po wsi –musiał się przecież z wszystkimi pożegnać. Na smyczy, charakter Kubusia (Chipsa) zmienił się nie do poznania. W szelkach, przy nodze i na „uwięzi”, ten bezdomny, zabrudzony i niesforny piesek, robił wrażenie nadzwyczaj dobrze wychowanego i jakby… „przystojniejszego”. To nie wszystko! Wiecie, jak Chipsik ostatecznie wrócił do domu? Na kolanach i w objęciach swojej opiekunki - luksusowym, czarnym, wypolerowanym Mercedesem!

 

Niech żałują te „dziewczyny”, które mu się oparły … ;-)

 

Mieszkanka Miszewka

« wróć | wersja do wydruku | odsłon: 1817

Reklama

POLECAMY2

Wsparcie prawne portalu



Nasz kanał na YouTube

Nasz kanał na Twitterze


Harmonogram wywozu odpadów


OSP Chwaszczyno

Artykuły i mapy

Kamery na drogach

 

Korki na drogach